wtorek, 5 maja 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 8



Meteors - Surf City 7” [Anagram, Ana 31]
A Surf City (Written-By – B.Wilson, J.Berry) (Org. Jan And Dean, 1963)
B The Edge (Written-By – P.Paul Fenach)

Meteors - Surf City 12” EP [Anagram, 12 ANA 31]
A   Surf City (hasbeensfromouterspacemix) (Written-By – B.Wilson, C.Berry) (Org. Jan And Dean, 1963)
B1 The Edge (Written-By – P.Paul Fenach)
B2 Johnny's Here (Written-By – P.Paul Fenach)


Siedem tygodni na Indie Charts, najwyższe miejsce 8. Tytułowy numer to cover pierwszego w historii numeru surfowego jaki dotarł na sam szczyt amerykańskiej listy Billboardu Hot 100. W oryginale wykonywał go duet Jan And Dean wspomagany przez grupkę muzyków studyjnych, których przezywano… The Wrecking Crew. The Meteors zrobili z tego naprawdę niezły kawałek softowego, łatwo wpadającego w ucho sajko. B-side to przyzwoity, ale trochę sztampowy The Edge.
Singiel dotarł do 8 miejsca brytyjskiej listy niezależnej, trzymając się tam przez 7 tygodni.
Na „dwunastce” Surf City jest umieszczony w rozbudowanej wersji nazwanej hasbeensfromouterspacemix, a jako dodatkowy kawałek wrzucono Here’s Johnny, dla niepoznaki nazwanego tu Johnny’s Here.


Meteors - Sewertime Blues LP [Anagram, GRAM 27]
A1 Ain't Taking A Chance (Written-By – P. Paul Fenech)
A2 So Sad (Written-By – P. Paul Fenech)
A3 Here's Johnny (Written-By – P. Paul Fenech)
A4 Mind Over Matter (Written-By – P. Paul Fenech)
A5 Acid And Psyam (Written-By – P. Paul Fenech)
A6 Sewertime Blues (Written-By – P. Paul Fenech)
B1 Return Of Ethel Merman (Written-By – P. Paul Fenech)
B2 Deep Dark Jungle (Written-By – Luman) (Org. Bob Luman & Mac Curtis Band, 1955/1975)
B3 Never Get Away (Written-By – P. Paul Fenech)
B4 I Bury The Living (Written-By – P. Paul Fenech)
B5 Vibrate (Written-By – Self) (Org. Mack Self, 1958)
B6 Surf City (Written-By – Wilson, Berry) (Org. Jan And Dean, 1963)


Pięć tygodni na UK Indie Charts, płyta doszła do 9 miejsca – akurat pod tym względem nic się na scenie psychobilly nie zmieniało. Pojawiały się nowe kapele, nowe trendy, ale The Meteors na szczycie trzymali się bardzo mocno i każda ich kolejna produkcja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Po dwóch albumach i kilku singlach wypuszczonych metodą D.I.Y. w mini-wytwórni Mad Pig tym razem grupa podpisała kontrakt z jedną z większych wytwórni niezależnych, Anagramem, związując się nim na kilka ładnych lat. Natomiast w tym samym czasie zakończono współpracę z basistą Nevem Huntem, którego zastąpił Austin Stones vel Arms Malone. W sumie i tak po 1982 The Meteors byli prywatnym folwarkiem Fenecha, a rotacja personelu była naprawdę wysoka.
Jeśli chodzi o same kompozycje to Sewertime Blues trochę wymyka się klasyfikacji udana/nieudana płyta. Z jednej strony brakuje na niej ewidentnych petard jakie Fenech odpalił na wcześniejszych wydawnictwach, z drugiej strony brzmienie wydaje się być bardziej dopracowane, przestrzenne, z dwoma doskonale komponującymi się śladami gitarowymi oraz fajnie wybijającą się basówką. O ile jednak na wcześniejszym Monkey’s Breath najsilniejszymi punktami były kompozycje P. Paula, a covery wyszły tak sobie, o tyle na Sewertime Blues jest dokładnie odwrotnie. Świetne wypadły wersje Surf City i Deep Dark Jungle, a całkiem nieźle Vibrate, choć ja osobiście bardziej skłaniam się ku wariackiej interpretacji kawałka Macka Selfa w wykonaniu Demented Are Go z tego samego roku. Co do numerów “własnych” to co najlepsze wrzucono na sam początek, bo największą energię mają Ain't Taking A Chance i So Sad. Po tej słusznej rozgrzewce jednak wraca maniera lekkiej bluesowej rzeźby niczym ze Stampede, szczególnie w wolniejszych piosenkach. Na plus warto jeszcze wspomnieć szybki Acid And Psyam oraz energetyczny instrumental Return Of Ethel Merman – tytułowa postać to amerykańska aktorka, której “złote czasy” przypadły na lata 30-te. Meteorsi zapytanie w jednym z wywiadów skąd w ogóle taki kawałek odpowiedzieli (zdaje się, że lekko kpiąco), że dotąd nikt jej nie poświęcił piosenki, więc oni to zrobili. Jak zwykle nie patyczkował się też  Fenech w tekstach – tym razem w Mind Over Matter dostało się fanom żelaznej klasyki – “Go on sing like Elvis, slap your bass, my real psychobilly's gonna smash you in the face”! :)

środa, 22 kwietnia 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 7



Guana BatzSeethrough 12’’ EP [I.D., EYET 6]
A   Seethrough (Written-By – S. Osborne / Batz)                   
B1 Batman (Written-By – Hefti) (Org. Neal Hefti, 1966)        
B2 B Side Blues


Kolejna hitowa produkcja grupy - dziewięć tygodni na listach niezależnych, najwyższe miejsce 4. Z pewnym uproszczeniem można powiedzieć, że był to łącznik pomiędzy starym, surowym brzmieniem z Held Down, a bardziej wygładzonymi dźwiękami jakie miały się narodzić przy nagrywaniu Loan Sharks. Numer tytułowy to jeden z najlepszych w dorobku kapeli, która udanych kompozycji dorobiła się przecież bez liku. Klasyka sajko lat 80-tych pełną gębą z kapitalnie nagranym kontrabasem i dwoma idealnie uzupełniającymi się gitarami. Na stronie B znalazła się koncertowa, bardzo żywa wersja tematu muzycznego z Batmana oraz trochę jako zapychacz numer B Side Blues, który był dokładnie tym co zapowiadał jego tytuł – bluesem ze strony B. 


Guana Batz - I’m On Fire 7’’  [I.D., EYE 9]
A I'm On Fire (Written-By – Springsteen) (Org. Bruce Springsteen, 1984)
B Tiny Minds (Written-By – S. Osbourne)
Guana Batz - I’m On Fire 12’’ EP  [I.D., EYE T 9]
A I'm On Fire (Written-By – Springsteen) (Org. Bruce Springsteen, 1984)
B1 Tiny Minds (Written-By – S. Osbourne)
B2 Your Baby Blue Eyes (Written-By – A. Mortimer, D. Burnette, J. Burnette, P. Burlison) (Org. The Johnny Burnette Trio, 1956)


Dziesięć tygodni na listach niezależnych, najwyższe miejsce 5. Była to letnia zapowiedź płyty długogrającej jaka miała trafić do rąk sajkowej braci pod koniec 1986 roku. Wybór na tytułowy numer świeżutkiego jeszcze hitu Bruca Springsteena odzwierciedlał w jakim kierunku ewoluowała londyńska kapela. Co prawda sam Springsteen zanim stał się gwiazdą światowego formatu udzielał się w licznych projektach rock’n’rollowych, mając w C.V. między innymi współpracę z Chuckiem Berry, a w oryginalnej wersji I’m On Fire też pobrzmiewają delikatnie rockabillowe wpływy. Nie sposób jednak nie zauważyć, że chropowate, agresywne brzmienie wczesnych Batzów przeszło w bardziej wygładzoną i dopracowaną muzykę, bliższą mainstreamowi, choć wciąż mocno było osadzone w klasyce rockabilly. Z kolei numer ze strony B Tiny Minds był zdecydowanie bliższy charakterem tej pełnej werwy wersji psychobilly jaką wytłoczono na winylu Held Down. Co ciekawe kapela umieściła ten sam numer w tak totalnie innej, swingującej i spokojnej wersji na nowym albumie, że aż trudno uwierzyć, że chodzi o tą sama kompozycję. W wersji 12-calowej jest jeszcze cover The Johnny Burnette Trio, który dla odmiany jest gdzieś tak w połowie drogi między starym, a nowym Guana Batz.


Guana Batz - Loan Shark 7’’ [I.D., EYE 12]
A Loan Shark (Written-By – S. Osborne)                              
B Radio Sweetheart (Written-By – E. Costello) (Org. Elvis Costello, 1977)

Singiel promujący płytę długogrającą. Oba numery są w identycznych wersjach jak na LP.


Guana Batz - Loan Sharks LP [I.D., NOSE 10]
A1 Pile Driver Blues (Written-By – S. Osborne)
A2 My Way (Written-By – Cochran, Capehart) (Org. Eddie Cochran, 1959)
A3 Slippin' In (Written-By – C. Wright, R. Belyeu) (Org. Eddie Bond, 1956)
A4 Tiny Minds (Written-By – S. Osborne)
A5 Radio Sweetheart (Written-By – E. Costello) (Org. Elvis Costello, 1977)
A6 Life's A Beach (Written-By – S. Osborne)
B1 Loan Shark (Written-By – S. Osborne)
B2 Shake Your Moneymaker (Written-By – E. James) (Org. Elmore James, 1961)
B3 I'm Weird (Written-By – S. Osborne)
B4 Hippy Hippy Shake (Written-By – Ch. Romero) (Org. Chan Romero, 1959)
B5 Live For The Day (Written-By – S. Osborne)
B6 No Particular Place To Go (Written-By – Ch. Berry) (Org. Chuck Berry, 1964)
B7 I'm On Fire (Written-By – Springsteen) (Org. Bruce Springsteen, 1984)


Nie udało się powtórzyć komercyjnego sukcesu debiutanckiego longa, choć sprzedaż i tak była całkiem dobra – dziewięć tygodni na Indie Charts, najwyższe miejsce 3. Jest w tym jakiś paradoks, bo akurat Held Down było płytą zdecydowanie nastawioną na kręgi psychobilly i neo-rockabilly, a na Loan Sharks grupa wydawała się otwierać na szerszą publiczność. Brzmienie było bardziej dopracowane, ale zdecydowanie łagodniejsze, trochę swingujące, czy jazzujące, a momentami wręcz popowe, co nie znaczy, że sajko w ogóle zniknęło z jadłospisu. Kilka numerów miało ten sam drapieżny pazur z jakiego grupa dała się poznać na wcześniejszych winylach – otwierający album Pile Driver Blues to 100% zawartości sajko w produkcie, a to samo można z czystym sumieniem napisać o nieco wolniejszych Loan Shark czy I'm Weird. Natomiast plumkający Live For The Day czy nie do końca udany instrumental Life's A Beach to już trochę inna bajka. Prawda jest jednak taka, że ten krążek coverem stoi, a poza ultra energetyczną wersją Slippin' In większość tych przeróbek skłania się raczej ku rockabilly, a nawet swingowi niż sajko. Batzi skowerowali nawet własny numer Tiny Minds – z przebojowego sajko (z singla I’m On Fire) na nastrojowy kawiarniany numer jakże różny od pierwowzoru. Nie znaczy, że jest to złe granie, bo realizacja i dźwięk Loan Sharks są fantastyczne, niemniej debiutancki long jest zdecydowanie milszy moim uszom.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 6


FrenzyNobody’s Business 12’’ EP [Cat-Machine, CATMINI 001]
A1 Nobody's Business (But Mine) (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)
A2 Mexican Radio (Written-By – Wall Of Voodoo) (Org. Wall of Voodoo, 1982)
B1 Misdemeanour (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)
B2 In My Prison (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)


Wkrótce po ukończeniu prac nad debiutanckim albumem, bo już w marcu 1985 roku, Frenzy zarejestrowało w studio w Bristolu kilka numerów, z których cztery zostały wydane na początku następnego roku pod postacią dwunastocalowej epki przez dobrze im znaną holenderską mini-wytwórnię Cat-Machine. O ile kapela ta miała zadziwiająca zdolność do nagrywania w tym samym okresie numerów znakomitych obok całkiem przeciętnych, czy zupełnie marnych, to o tej sesji nie da się powiedzieć złego słowa. W zasadzie jednym słabym punktem jest numer In My Prison i to głównie ze względu na to, że wokal nie jest robotą Whitehouse’a, a bodajże Peplera, którego talenta pod tym akurat względem były akurat wyjątkowo skromne. Natomiast cała reszta trzyma poziom – tytułowy Nobody's Business to energetyczny kawałek z mocnym punkowym bitem, choć z lekko udziwnionymi wstawkami w środku, a równie fajnie wypada spokojniejszy, ale też bardzo energetyczny Misdemeanour z kapitalną linią melodyczną robioną przez kontrabas. Prawdziwym hitem jest jednak dopiero przeróbka nowofalowej amerykańskiej kapeli Wall Of Voodoo pod tytułem Mexican Radio. Oryginał jest na tyle udaną kompozycją, że wszystko co angielscy sajkowcy musieli zrobić to nic nie spieprzyć przy nagrywaniu własnej interpretacji i wywiązali się z tego zadania ze sporą nawiązką. 




Frenzy - I See Red 7’’ EP [I.D., EYE 7]
A I See Red (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)     
B Whose Life (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)
Frenzy - I See Red 12’’ EP [I.D., EYET 7]
A   I See Red (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)   
B1 Whose Life (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)
B2 Don't Give Up (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)


Cztery tygodnie na Indie Charts, najwyższe miejsce 11. Na tytułowy numer singla (oraz dwunastocalowej epki) wspierającego wydanie długogrającej płyty wytwórnia I.D. wybrała kawałek, który okazał się chyba największym hitem w wieloletniej historii Frenzy. W tym okresie zespół wszystkie numery opracowywał kolektywnie,  w tym sensie, że ktoś przynosił zajawkę na piosenkę, a później cała trójka go dopracowywała. Pomysł na melodię i tekst do I See Red były autorstwa Keva Saundersa, którego zainspirował album Dona Mccullina ze zdjęciami ilustrującymi koszmar wojny w Wietnamie. Motywem przewodnim liryki są spustoszenia w psychice byłego żołnierza, który po powrocie do domu nie jest w stanie uwolnić się od prześladujących go obrazów i odgłosów wojny. Było to dość nieszablonowe podejście jak na nurt psychobilly, który zazwyczaj trzymał się od podobnej tematyki na dystans. Sam numer jest słusznie uznawany za jeden z najważniejszych jeśli chodzi o wczesne lata sajko. Na stronie B singla znalazł się wolniejszy, mocno nowofalowy w wyrazie, numer Whose Life, a bonusem na 12-tce jest z kolei ultra szybki, sajkowy Don't Give Up


Frenzy - Clockwork Toy LP [I.D., NOSE 8]
A1 Clockwork Toy (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)     
A2 I See Red (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)   
A3 Misdemeanour (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)       
A4 Nightmares (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders) 
A5 Love Is The Drug (Written-By – Ferry, Mackay) (Org. Roxy Music, 1975)
B1 Mexican Radio (Written-By – Wall Of Voodoo) (Org. Wall of Voodoo, 1982)
B2 Howard Hughes (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)     
B3 In My Prison (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)          
B4 Aftermath (Robot Riot II) (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)  
B5 Nobody's Business (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)


Z jednej strony kolejny klasyk muzyki psychobilly, a z drugiej płyta, która doczekała się bardzo zróżnicowanych recenzji – od pełnych entuzjazmu, po bardziej krytyczne. Co by nie mówić o Frenzy to zdecydowanie wyróżniali się oni wśród innych kapel sajko pomysłami jakimi traktowali gatunek, po którym się poruszali. Kwestią gustu natomiast jest na ile te pomysły, polegające głównie na wycieczkach w krainę bardziej popowych dźwięków, były udane. Sama sprzedaż była longplaya była całkiem niezła - siedem tygodni na brytyjskiej liście niezależnej, gdzie dotarła najwyżej do 6 miejsca – firma I.D. musiała zacierać ręce, że rok wcześniej podpisała z grupą kontrakt na dwa albumy. Ponoć impulsem do współpracy był koncert Frenzy dla 800 osób w Klub Foot, którego właściciele zarządzali też wytwórnią I.D. Od holenderskiego Cat-Machine zostały zakupione prawa do wydanej dopiero co epki Nobody’s Business, a kapela dorzuciła od siebie jeszcze jeden numer z tej samej sesji nagraniowej – Aftermath. Pozostałe pięć numerów zespół nagrał w studio w Luton, poświęcając im znacznie więcej czasu na dopracowanie dźwięku. Tylko, że paradoksalnie najlepiej im wyszedł akurat numer, który akurat cechował się największą prostotą wyrazu, czyli I See Red. Został on zresztą jak najbardziej słusznie wybrany przez I.D. na otwarcie singla promującego album długogrający. Mimo wyraźnie popowych wpływów zupełnie nieźle wyszły też Clockwork Toy oraz poświęcony jednemu z pionierów amerykańskiego lotnictwa Howard Hughes, gdzie jest nawet wmiksowana elektroniczna perkusja. Kompletnym nieporozumieniem natomiast zakończyła się próba skowerowania numeru Roxy Music Love Is The Drug – brzmienie i wykonanie Frenzy jest po prostu straszne, chyba, że ktoś akurat lubi taki pseudo-dyskotekowy new romantic. Podczas ostatniej sesji nagraniowej zespół po raz drugi w historii przeszedł gwałtowne zawirowanie składu – tym razem konflikt wybuchł pomiędzy liderem kapeli Stevem Whitehousem a perkusistą Mervem Peplerem. Ten ostatni właśnie kończył dwuletni staż inżynierski i nie chciał wszystkiego rzucać by jechać na półroczną trasę po Brytanii i Europie. Z kolei Steve myślał o przekształceniu Frenzy w profesjonalną kapelę i po kłótni niewiele się namyślając wywalił dawnego kumpla ze składu, a jeszcze tego samego dnia po rozmowie telefonicznej przyjął na jego miejsce Adama Sevioura. Okazało się, że jak chodzi o pieniądze nie ma miejsca na sentymenty - na fotografii zdobiącej Clockwork Toy zespół jest już w nowym składzie – mimo, że Seviour w ogóle nie brał udziału przy nagrywaniu albumu, a numer od którego LP wziął swój tytuł był przede wszystkim pomysłu wyrzuconego dopiero co Peplera.

a tu trochę inny (a trochę podobny) punkt widzenia. Stara recka Zombiaka. Niestety mam urwane ostatnie zdanie, co czyni ją nieco tajemniczą ;)



Drugi album Frenzy w moim odczuciu niestety nie osiąga wysokiego poziomu debiutu, zajebiste kawałki mieszają się z kiepskimi, no i kwestią dyskusyjną jest instrumentarium...
Ale od początku - pierwszy, tytułowy kawałek niby nie powala, jest bardzo, jakby to nazwać , popowy. Osobiście nie tego się spodziewałem po tym zespole, no ale co tam, da radę słuchać. Znaczy dało by radę, gdyby nie klawisze. No właśnie, te oto klawisze to nie jakiś hammond, pianino, tylko jakieś syntezatorowe synthy rodem z lat 80. Coś tu nie tak. Drugi kawałek, "I see red" zaciera złe wrażenie i płyty da się słuchać. Jest pazur, jest przebojowo, do czasu kiedy z głośników poleci cover... Roxy Music! Kurna, cenie zespoły które porywają się na utwory z zupełnie innej beczki, ale za to co tu popełniono ktoś powinien pokutować. Totalnie bez jajec i wszystko jest okraszone tymi samymi chujowymi klawiszami i sztuczną perkusją. Potem wcale nie lepszy cover "Mexican Radio", zagrany zupełnie bez jaj. Później jest dokładnie tak samo - lepsze i zajebiste kawałki mieszają się ze zwyczajnie nudnymi i to jest główny problem tego albumu.
Nie mieści mi się w głowie jak można było nagrać album na którym obok wspomnianych coverów znajdują się tak zajebiste i mocne kawałki jak znany z "Psycho attack over Europe" "Nobody's Business", czy "Nightmares". Drugą kwestią są klawisze. Nie zawsze występują, ale tam gdzie są sprawdzają się połowicznie. W tytułowym kawałku są dla mnie porażką kaleczącą uszy, ale np. w "House on Fire" czy "The Hunt" dają świetny efekt. Co innego, że ta druga piosenka brzmi bardziej jak powerpop z kontrabasem (jakkolwiek by to nie brzmiało).
Reasumując - płyta zajebiście nierówna, z psychobilly to tak pół na pół ma wspólnego, bo owszem, jest kontrabas, w paru kawałkach jest jazda, ale druga część jest wręcz popowa. Słychać że zespół zaczął szukać, z tym, że efekt jest jak dla mnie średnio udany. Pytanie brzmi - czy warto? Powiem tak, zawsze można przeskakiwać chujowe kawałki, ale
Zombiak

poniedziałek, 30 marca 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 5



Krewmen - The Adventures Of The Krewmen LP [Lost Moment, LMLP 008]
CD [Lost Moment, LMCD 008]
A1 The Bug Of Planet Zee (Written-By – Cole, McMillan)     
A2 Night Shift Blues (Written-By – Cole, McMillan)              
A3 Hide Away (Written-By – Cole, McMillan)                      
A4 Night Of The Living Dead (Written-By – Cole, McMillan)
A5 Guy Fawkes (Written-By – Cole, McMillan)                    
B1 Bus Stop (Written-By – Cole, McMillan)                          
B2 Bar Room Fantasy (Written-By – Cole, McMillan)           
B3 Don't Give A Toss (Written-By – Cole, McMillan)            
B4 Wild Dogs Of Zorberon (Written-By – Cole, McMillan)   
B5 The Hell Train (Written-By – Cole, McMillan)


Rozpoczynając recenzję takiej płyty chciałoby się zabłysnąć jakąś chwytliwą frazą, w której można by zamknąć jej przełomowość i zajebistość. Bo bez wątpienia jest to płyta szczególna dla muzyki psychobilly – rzecz w tym, że w połowie lat 80-tych takich albumów, które wpłynęły w niebanalny sposób na kształtowanie się świeżego ciągle gatunku było chyba z kilkanaście. The Adventures Of The Krewmen to jeden z tych gigantów bez którego trudno sobie wyobrazić skrzynkę z napisem „żelazna klasyka sajko”. Motorem napędowym całego przedsięwzięcia był Tony Mc Millan aczkolwiek jego pierwszy projekt z 1982 roku, The Starlites, był zwykłym rockabillowym cover-bandem, który jakieś dwa lata później zmienił nazwę na The Krewmen. Niemniej mimo roszad w składzie sama muzyka specjalnie się nie zmieniła, poruszając się cały czas w kręgu tradycyjnego rockabilly z mocnymi wpływami delta-bluesa, co zostało uwiecznione na dwóch singlach wydanych przez Lost Moment. Na przełomie lat 1985/1986 Mc Millan mając powyżej uszu wałkowania coverów postanowił dokonać radykalnej zmiany. Podziękował za współpracę dotychczasowym muzykom i zaprosił do współpracy znajomego ortodoksyjnego sajkowca z sąsiedztwa Marka Cole’a na wokal, Dominica Parra na perkusję, a na kontrabas Jasona Thorntona, z którym grał wcześniej w Starlites. Cole, który przyjął sceniczny pseudonim Mad Dog Cole, i Mc Millan momentalnie znaleźli wspólny język i od pierwszych prób zabrali się za tworzenie nowego materiału. Cole był wówczas pod ogromnym wpływem pierwszego albumu Guana Batz i widać to jak na dłoni, ewentualnie słychać jak na stopie, jeśli wrzuci się do odtwarzacza The Adventures Of... Choć pomysł na granie nie był do końca oryginalny i tak samo jak u Batzów szczególną rolę odgrywa tu mocno wybijająca się sekcja rytmiczna i nieco minimalistyczne partie gitarowe, o tyle już samo brzmienie i aranżacje były jak na owe czasy mocno nowatorskie. Szybki, dynamiczny rytm, ostrzejsze ustawienie gitar i agresywny wokal Cole’a nadały muzyce Krewmena niepowtarzalnego, drapieżnego wyrazu. Trudno też zarzucić cokolwiek samym kompozycjom. Mimo, że powstały w krótkim okresie czasu i były dość jednolite stylistycznie to jako całość nie powodują one poczucia monotonni. Może dlatego, że grupa doskonale potrafiła zmieniać rytm w poszczególnych numerach, przechodzą z wolniejszego tempa w ultraszybkie (jak na owe czasy) bicie jak w Night Of The Living Dead czy Bar Room Fantasy, stosując naprzemienne prowadzenie kawałka - to przez gitarę, to przez sekcję - jak w Night Shift Blues czy The Bug Of Planet Zee, albo pomysły na stosowanie w wolniejszych songach kontrabasowych solówek dudniących niczym seria z karabinu maszynowego jak w Hide Away. Choć bez wątpienia największym hitem albumu w ogólnej opinii wydaje się być ultraenergetyczny Bus Stop. Aha - odnotować jeszcze trzeba, że jest to pierwsza w historii płyta psychobilly, która oprócz tego, że została wydana w tradycyjny sposób, czyli na winylu, doczekała się jednocześnie wersji na CD, całkiem nowym nośniku, który wkrótce miał zdominować rynek płytowy.

niedziela, 22 marca 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 4



Boppin' Kids - Go Wild LP [Rock 86, RK 0002]
reedycja LP [Polygram, 507 000 1]
A1 Fire In My Soul (Written-By – O. Grillo)                          
A2 Crazy Love (Written-By – P. Paul Fenech) (Org. The Meteors, 1980)
A3 Don't You Make Me Cry (Written-By – O. Grillo)           
A4 Rebel Without A Cause (Written-By – O. Grillo)              
A5 Something Else (Written-By – S. Sheeley, B. Cochran, E. Cochran) (Org. Eddie Cochran, 1959)
A6 Castle Of Death (Written-By – O. Grillo)                          
B1 Tainted Love (Written-By – E. Cobb) (Org. Gloria Jones, 1964)  
B2 Lonesome Train (Written-By – Moore, Subotski) (The Johnny Burnette Trio, 1956)        
B3 Go Wild (Written-By – O. Grillo)                                     
B4 In My Dreams (Written-By – B. Bedwell) (Org. Gene Vincent and His Blue Caps, 1958)
B5 Love Me Like A Stone (Written-By – O. Grillo)               
B6 Little, Little Girl (Written-By – O. Grillo)


Pierwsza włoska produkcja, jaka jest wiązana z psychobilly powstała na samym południu kraju, w sycylijskim mieście Katania, za sprawą grupy Boppin’ Kids. Leżące pod wulkanem miasto mogło się w połowie lat 80-tych pochwalić całkiem prężnym subkulturowym środowiskiem, zaktywizowanym głównie przez niezależną lokalną stację radiową puszczającą sporo muzyki w klimatach rockabilly, punk, garaż, etc. W 1984 pod wpływem numerów słuchanych w owej rozgłośni dwóch nastolatków z Katanii postanowiło założyć własną grupę rockabilly i w momencie, gdy znaleźli trzeciego młodzieńca chętnego do gry na kontrabasie narodziła się jedna z najciekawszych kapel neo-rockabilly tamtych czasów. A ponieważ w kręgu zainteresowań muzyków znajdowała się nie tylko klasyczna wersja rock’n’rolla, ale też produkcje Cramps, Meteors, Ramones czy Clash, ich brzmienie nabrało drapieżnego wyrazu typowego dla kapel psycho rockabilly z Anglii jak Rattlers czy Rapids. Dzięki energetycznym, zwariowanym koncertom po szkołach, domach kultury i nocnych klubach szybko dorobili się grona oddanych fanów. W końcu po jednym z występów zaczepił ich właściciel lokalnej, niezależnej wytwórni z pytaniem czy nie zechcieliby nagrać dla niego płyty. Cóż za pytanie dla trójki chłopaków, z których żaden jeszcze nie był pełnoletni. Cała sesja nagraniowa zamknęła się w 12 godzinach, a jej rezultatem był wyjątkowo przebojowy longplay Go Wild z siedmioma kompozycjami lidera kapeli Orazio Grillo oraz pięcioma coverami. Numery napisane przez Boppin’ Orazio, bo takiego scenicznego przydomku używał wokalista zespołu, to wyjątkowo chwytliwa i energiczna wersja neo-rockabilly z mocnym sajkowym beatem i szybko slapującym kontrabasem. Szczególnie fajnie słucha się rozpoczynającego płytę Fire In My Soul czy Love Me Like A Stone, który przywołuje skojarzenie z wczesnym Guana Batz. Ale to cover starego przeboju Glorii Jones stał się największym hitem albumu – Tainted Love w wersji Boppin’ Kids pojawił się na dwóch włoskich kompilacjach, m.in. na składance podsumowującej wielki festiwal rockowy San Remo, gdzie zespół zajął wysokie, czwarte miejsce. Warto też zwrócić uwagę na cover The MeteorsCrazy Love pochodził z czasów, kiedy pionierzy psychobilly jeszcze siedzieli bardziej w rockabillowym brzemieniu Raw Deal niż w tym, co zaprezentowali na Meteors Madness. Ze strony Boppin’ Kids było to niczym jednoczesny ukłon w stronę dwóch inspiracji – rockabillowej i sajkowej. Sprzedaż i odbiór płyty przeszła wszelkie oczekiwania. Po trzech miesiącach z niewielkim Rock 86 kontrakt podpisał gigant płytowy Polydor, a płyta została wznowiona już z dystrybucją na cały świat, w rodzimej Italii docierając na listy najlepiej sprzedających się krążków i otwierając grupie drogę do setek koncertów po całym kraju i Europie.

niedziela, 1 marca 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 3



Archie - Listen To What Archie Sez LP [Kix 4 U, 4U2224]
A1 Listen To What Archie Sez (Written-By – K. van Bezooyen, K. van Noordwijk) 
A2 Eat The Worm (Written-By – K. van Bezooyen)               
A3 The Creeper (Written-By – K. van Noordwijk)                           
A4 Steelcap Stomp (Written-By – K. van Bezooyen, K. van Noordwijk)      
B1 Radar Love (Written-By – Kooymans, Hay, arr. Medemdorp) (Org. Golden Earring, 1973)
B2 The Hottest Rod (Written-By – K. van Bezooyen)            
B3 Casting My Spell (Written-By – A.B. Johnson, E. Johnson) (Org. The Johnny Otis Show, 1959) 
B4 In Search Of (The Lost Prairies Oysters) (Written-By – K. van Bezooyen)


W mini wywiadzie, jaki kapela udzieliła przed drugim sajkowym festiwalem w Rotterdamie psychobilly zostało przez nią zdefiniowane jako rockabilly lat 80-tych. Zwał jak zwał, ważniejsze, że na swoim pierwszym i jedynym winylu zaproponowali wyjątkowo ciekawe podejście do tematu tworząc charakterystyczne, niepodrabialne brzmienie i szturmem wywalczyli sobie miejsce w żelaznej klasyce gatunku. Jeśli już na siłę szukać jakiś analogii do współczesnych im kapel to pobrzmiewają w tym jakieś wpływy Batmobile, ale w dużo mroczniejszym wydaniu, na dwie gitary i z niżej ustawionym, bardziej „kołatającym” kontrabasem. Zespół Archie był kontynuacją neo-rockabillowej kamandy Honey Hush z Rotterdamu, która w 1985 roku zawiesiła działalność, by po paru miesiącach odrodzić się już pod nową nazwą, z ostrzejszym sajkowym repertuarem i nowym kontrabasistą. Long, a w zasadzie minilong, jest produkcją w swoim stylu prawie doskonałą. Zarówno numery szybsze jak i wolniejsze wypadają jednakowo czadownie, zamykający płytę instrumental nie nudzi, a covery są zrobione perfekcyjnie. Szczególnie Radar Love - jeden z niewielu holenderskich hitów, który cieszył się powodzeniem nie tylko wśród wiatraków i kanałów, ale na początku lat 70-tych za sprawą kapeli Golden Earring zamieszał też na amerykańskim i europejskim rynku. Projekt pod nazwą Archie okazał się niestety inwestycją krótkoterminową. Ponoć grupa zagrała jedynie 8 koncertów i odeszła w niebyt. Wokalista kapeli Krijn van Noordwijk zajął się fotografią i dorobił się całkiem rozpoznawalnej marki w kraju, a jego prace zdobią liczne okładki innych wydawnictw muzycznych, czy magazynów poświęconych sztuce tatuażu.  

wtorek, 10 lutego 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 2



King Kurt - Big Cock LP [Stiff, P SEEZ 62]
A1 Nervous Breakdown (Written-By – Roccuzzo) (Org. Eddie Cochran, 1958/1960)
A2 Kneebone Knock (Written-By – Maggot)
A3 Lucky Pride (Written-By – Maggot)
A4 The Bowland Fen Decoy (Written-By – Lyons)
A5 Pumpin Pistons (Written-By – Smeg, Thwack)
A6 Billy (Written-By – Lyons)
B1 Road To Rack 'N' Ruin (Written-By – Thwack)
B2 Do The Shag (Written-By – unknown, arr. King Kurt)      
B3 Momma Kurt (Written-By – Crippen)
B4 Big Daddy (Written-By – Smeg, Thwack)
B5 Horatio (Written-By – Smeg, Thwack)
B6 Alcoholic Rat (Written-By – Thwack)

 
wersja oryginalna okładki wycofana ze sprzedaży
 

Cztery tygodnie wśród najlepiej sprzedających się płyt w Wielkiej Brytanii, najwyższe miejsce 50, co oznacza ni mniej ni więcej, że w historii muzyki psychobilly żaden longplay nie sprzedawał się lepiej od Big Cock. No właśnie, skoro już jesteśmy przy tytule to na pierwotnej okładce był on wydrukowany wielgaśnymi literami zajmując wraz z nazwą kapeli całą powierzchnie nadruku. Tyle, że w angielskim slangu Big Cock znaczy dokładnie tyle, co Wielki Chuj i spora część sklepów płytowych odmówiła przyjęcia albumu do sprzedaży, nie chcąc stawiać swoich sprzedawców w sytuacji, kiedy klienci dopytywali by się ich „czy dostanę u państwa wielkiego chuja King Kurta?”. Stiff błyskawicznie wypuścił więc drugą wersję z wielkim kogutem na okładce, bez tytułu, jedynie z nazwą grupy – natomiast na samej nalepce na winylu jako tytuł figurowała fraza Second Album.
Mimo, że na pierwszym albumie zdecydowana większość kompozycji była autorstwa Johna Reddingtona, który odszedł z grupy pod koniec 1984 roku, to na Big Cock styl specjalnie się nie zmienił. W sumie od typowego kingkurtowskiego brzmienia różni się tylko singlowy Billy, a cała reszta to dalej ten sam rock’n’roll na dopalaczu z punka i psychobilly. Nawet piosenka pomysłu basisty Dicka Crippena, który wcześniej grał w punkowym Tenpole Tudor, dobrze się wpisuje w całą płytę. Największym plusem, a zarazem minusem tej produkcji jest jej równy poziom, praktycznie wszystkie kawałki są niezłe, dobrze nagrane i zmiksowane, ale brakuje bardziej przebojowych momentów jak na Wallahwallah. Rzecz jasna poza zamykającym stronę B Alcoholic Rat - najbardziej rozpoznawalnym hicie kapeli. 



King Kurt - America 12'' EP [Polydor, KURTX 1]
A   America (Written-By – Bernstein, Sondheim) (Org. West Side Story, 1957)
B1 Jungle Feet (Written-By – Crippen)
B2 High And Mighty (Written-By – Maggot)
King Kurt - America 7'' [Polydor, KURT 1]
A America (Written-By – Bernstein, Sondheim) (Org. West Side Story, 1957)
B High And Mighty (Written-By – Maggot)


Przez tydzień na ogólnobrytyjskiej liście najlepiej sprzedających się singli – na miejscu 76. King Kurt ciągle plątał się gdzieś po kątach komercyjnej muzyki, co i tak, jakby nie patrzeć, dla ogromnej większości kapel psychobilly i rockabilly pozostawało jedynie w sferze niespełnionych marzeń. Tym razem na kawałek przewodni singla wybrano numer z musicalu… West Side Story, z którym kapela poradziła sobie po mistrzowsku. Mix z 12-calowej epki różni się i to znacznie od tego umieszczonego na singlu. Oba numery ze strony B epki są zupełnie przyzwoite, szczególnie High And Mighty napisany przez saksofonistę Magota, ale ktoś kto je później pomijał przy kompilowaniu thebestów zespołu raczej dużego błędu nie popełnił.