wtorek, 30 czerwca 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 11



P.O.X. - Voodoo Power 12" mLP [Kix 4 U, 4 U 2225]
A1 Voodoo Power (Written-By – Boeker, Schmidt)              
A2 Bad Dreams (Written-By – Boeker, Schmidt)                   
A3 P.O.X. Trott (Written-By – Boeker, Schmidt)                  
B1 Anti Christ & Devilkicks (Written-By – Boeker, Schmidt) 
B2 Nighttime Syndicate (Written-By – Boeker, Schmidt)        
B3 Be-Bop-A-Lula Devilsversion (Written-By – Vincent, Davis, arr. P.O.X.) (Org. Gene Vincent and His Blue Caps, 1956)


Nagranie dwóch numerów na składankę Psycho Attack Over Europe! firmowaną przez Kix4U było bodźcem do szerszej współpracy zespołu z holenderską wytwórnią, której efektem był mini-album Voodoo Power. Sam styl i pomysł na granie cały czas był utrzymany w specyficznym stylu brudnego, chropowatego psychobilly dalekiego od chwytliwych rytmów spod znaku klasycznego rockabilly. Co się zmieniło to poziom realizacji, o niebo bardziej dopracowanej niż na It’s So Dark. Zespół ponownie poradził sobie bez użycia basówki stawiając na dwie gitary - jedną prowadzącą, ustawioną dość tradycyjnie oraz drugą rytmiczną, dla odmiany potraktowaną mocnym przesterem, co w połączeniu z wokalem Beakera nadawało ich muzyce tego charakterystycznego trashowego brzmienia. Kontrabas pojawia się jedynie w zamykającej płytę bluźnierczej przeróbce klasyku Gene Vincenta. Pozostałe kompozycje są dziełem własnym Psycho Orchestry X i to jakimi! Nieważne czy utrzymane były w bardziej mrocznym i wolniejszym klimacie jak tytułowy Voodoo Power albo Anti Christ, czy nabierały tempa jak w Bad Dreams albo rewelacyjnym Nighttime Syndicate, moc była szatańska. Zanim jednak na dobre grupa się rozkręciła to już jej nie było. Nie licząc numerów na drugą część składaka Psycho Attack Over Europe następne studyjne nagrania P.O.X. zrealizował ponad… 20 lat później. Po listopadowym tournee po Europie kapela przestała istnieć. Co prawda po jakimś czasie, z nowym perkusistą, zaczęła ponownie grać, ale dość nieregularnie, a aktywność ograniczała się wyłącznie do koncertów. W 1991 roku ten jeden z najbardziej oryginalnych zespołów, jakie wydał z siebie gatunek psychobilly, rozpadł się po raz drugi – tym razem już na dobre.


Sunny DomestozsGet Ready For The Getready! 12” EP [Roof, RRMLP 134588, RRMLP 1680]
A1 Teenbeat F1-11 (Written-By – Münnig)
A2 Get Ready (Written-By – Smokey Robinson) (Org. Temptations, 1965)
B1 Love Me And The World Is Mine (Written-By – Münnig)
B2 Death Of A 1000 Cuts (Written-By – Münnig)
B3 Wild Man (Written-By – Pettus, Walters) (Org. Tamrons, 1967)


Wydawało się, że na debiutanckiej płycie Domestozs postawili sobie poprzeczkę na wysokości życiowego rekordu, którego już nie pobiją, ale gdzie tam. Nie minął rok, nagrali nową epkę i było w tym jeszcze więcej… no właśnie, czego? Klimat był dokładnie ten sam, energia do granic skali, wykonanie perfekcyjne, a jest to jednak krok do przodu. Nie wiem, może chodziło o to, że tym razem nie było kompozycji dobrych, a jedynie doskonałe – i to zarówno jeśli chodzi o trzy własne kawałki, jak i dwie genialne przeróbki – a przerobić na sajko numer spod znaku motown soul to nie w kij dmuchał. Jedyna zmiana w składzie w stosunku do poprzedniej produkcji tyczyła się keyboardu. Götz Alsmann skupił się tym razem wyłącznie na realizacji nagrań, a jego miejsce za klawiszami zajęła 17-letnia Jennilee Lewis zwerbowana z 2tonowskiej (w stylu) kapeli Skaville Disease. Trochę to szokujące, ale wygląda na to, że Jennilee była dopiero drugą dziewczyną na poważnie w sajkowej dyskografii, po saksofonistce Karin Bentham z Turnpike Cruisers – wcześniejszy udział płci pięknej ograniczał się co najwyżej do chórków.

środa, 17 czerwca 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 10


Torment - Psyclops Carnival LP [Nervous, NERD 025]
A1 Death Trail (Written-By – Holder, Brand)
A2 Uncle Sam (Square Bash Mix) (Written-By – Haynes, Brand)
A3 Leap The Frog (Written-By – Brand)
A4 Satisfied (Written-By – Brand)
A5 Nightmare (Written-By – Brand)
A6 Rockjet (Written-By – Brand)
B1 Head Driven Sinner (Written-By – Brand)
B2 Slow Down (Written-By – Williams) (Org. Larry Williams, 1958)
B3 Time To Think (Written-By – Brand)
B4 Psyclops Carnival (Written-By – Brand)
B5 The Last Time (Written-By – Jagger, Richards) (Org. The Rolling Stones, 1965)
B6 Pass It On (Written-By – Brand)


Kolejna perła w koronie jeśli chodzi o gatunek psychobilly. Pewnie, że z dzisiejszej perspektywy ktoś mógłby powiedzieć, że realizacja jest niestaranna, a i do wykonania od strony technicznej można by się przyczepić. Szkoda tylko, że większość realizowanych obecnie z pietyzmem produkcji sajko może co najwyżej Tormentowi czyścić kapcie. Cały pomysł na założenie kapeli wyszedł on Keva Haynesa, sajkowca z Bristolu udzielającego się w całkowicie amatorskiej kapeli Joint Jumpers. Nie do końca zadowolony z poziomu jaki prezentowali jego koledzy namówił do współpracy Simona Branda, który po opuszczeniu Frenzy pozostawał bez zajęcia (przy czym nazwę dla nowego przedsięwzięcia zaczerpnięto właśnie z piosenki z repertuaru Frenzy). Pierwszych dwóch kontrabasistów zaliczyło jedynie krótkotrwałe epizody w kapeli, dopiero zwerbowanie Simona Crowfoota, znanego ze współpracy z Demented Are Go, ustaliło żelazny skład grupy. Problem leżał jedynie w tym, że Torment zdążył wcześniej podpisać kontrakt na nagranie płyty dla Nervous Records, a Crowfoot dołączył do nich zaledwie na dwa tygodnie przez zaklepanym terminem nagrywki. Cała sesja trwała zaledwie dwa dni. Akurat trwało lato i w Diamond Studios temperatura panowała jak w piekarni, a muzycy pragnienie gasili wyłącznie alkoholem – może stąd daleko tym nagraniom od wyżyn realizacji, za to ich energią można by obdzielić kilka innych albumów. Grupie wyszła płyta zupełnie zjawiskowa – niepodobna zupełnie do niczego co zaproponowały kapele związane z wczesnym nurtem psychobilly. Oczywiście były tam niezbędne akcenty rockabillowe i punkowe, ale utrzymane to było w jakimś takim specyficznym mrocznym klimacie, przy czym zupełnie w innym sposób niż produkcje P.O.X. czy Demented. Była w tym odrobina nowej fali i jakaś wszechobecna melancholia przebijającej się nawet w bardziej zabawowych kawałkach, pogłębiona jeszcze przez charakterystyczny wokal Simona Branda i frenetyczne brzmienie gitary prowadzącej. Najmocniejszym punktem całego albumu był z pewnością numer tytułowy – Psyclops Carnival – ależ Brandowi sypnęła wena podczas jego pisania, rewelacyjna kompozycja! Bardzo dobre są też szybkie Death Trail i Head Driven Sinner, utrzymany w marszowym rytmie kpiarski Uncle Sam, czy wolniejszy Leap The Frog. Jak już na siłę miałby się do czegoś czepiać to cover The Rolling Stones w tym wykonaniu jakoś nie do końca pasuje do reszty płyty.



Torment - Mystery Men 12" EP [Nervous, 12 NEP 004]
A1 Mystery Man (Written-By – Brand)
A2 Rock Strong (Written-By – Mansfield) (Org. Marksmen, 1985)
B1 Con-scription Plan (Written-By – Brand, Crowfoot)
B2 Red Death (Written-By – Brand, Crowfoot)


Zwykle początkujący zespół najpierw wydaje singiel czy epką, po której dopiero zaczyna pracę nad albumem długogrającym, ale w przypadku Tormentu kolejność była dokładnie odwrotna. Niby nie ma to większego znaczenia, ale że Mystery Men, w przeciwieństwie do LP, nie był nagrywany w biegu to jednak słychać i to wyraźnie. Dźwięk jest o wiele czystszy i bardziej dopracowany niż na Psyclops Carnival. Dwie kompozycje są już współautorstwa Crowfoota, który szybko znalazł wspólny język z Brandem jeśli chodzi o kwestię muzyczne, nawet biorąc pod uwagę trudny charakter tego drugiego. Jedyny cover na płytce jest przeróbką popowo-rockabillowej kapeli Marksmen z Waszyngtonu.

sobota, 23 maja 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 9



Meteors - Teenagers From Outerspace LP [Big Beat, WIK 47]
A1 Voodoo Rhythm (Written-By – P. Paul Fenech)
A2 Maniac Rockers From Hell (Written-By – P. Paul Fenech)
A3 My Daddy Is A Vampire (Written-By – Nigel Lewis)
A4 You Can't Keep A Good Man Down (Written-By – Nigel Lewis)
A5 Graveyard Stomp (Written-By – P. Paul Fenech)
A6 Radioactive Kid (Written-By – Nigel Lewis)
A7 Leave Me Alone (Written-By – P. Paul Fenech)
B1 Dog Eat Robot (Written-By – Nigel Lewis)
B2 Walter Mitty Blues (Written-By – Nigel Lewis)
B3 Just The Three Of Us (Written-By – P. Paul Fenech)
B4 Blue Sunshine (Written-By – P. Paul Fenech)
B5 Insight (Live) (Written-By – Nigel Lewis)
B6 Attack Of The Zorch Men (Live) (Written-By – Nigel Lewis)
B7 Jupiter Stroll (Instrumental) (Written-By – P. Paul Fenech)


Jedenaście tygodni na Indie Charts, najwyżej 6 miejsce. Pierwsza długogrająca kompilacja numerów The Meteors, choć zdecydowanie bardziej spod znaku rarities a nie best of... Wyboru kawałków dokonał były menadżer grupy, Nick Garrad, związany z nią od samego początku do kwietnia 1982 roku. Nic więc dziwnego, że to właśnie z tego okresu pochodzi cały materiał zgromadzony na Teenagers From Outerspace. O ile strona A to wyłącznie reedycje (debiutancka epka Meteors Madness, singiel Radioactive Kid plus jeden numer z singla jaki Meteors wydali pod przykrywką Clapham South Escalators), o tyle strona B to nie lada gratka dla maniaków meteorsowego grania. Trafiły na nią niepublikowane wcześniej nagrania z kwietnia '82 pochodzące z ostatniej wspólnej sesji nagraniowej Fenecha i Lewisa, wspomaganych przez Woodiego Taylora na perce, który zastąpił wykopanego przez Fenecha Robertsona. W zamierzeniu miało to być demo dla wytwórni I.D. będące podstawą do pracy nad drugim albumem grupy. Rzecz w tym, że po rzeczonej sesji nagraniowej, jeszcze w tym samym miesiącu, dwaj założyciele The Meteors po raz ostatni zagrali razem na scenie, po czym ich drogi rozeszły się na zawsze. Lewisa ciągnęło ku bardziej garażowemu graniu, razem z nim odszedł Taylor, a Meteors popłynął dalej już pod jednoosobowym kierownictwem, a w zasadzie dyktaturą Paula Fenecha. Obaj wzięli po dwa własne kawałki z sesji, by po retuszach wydać pod postacią singli Island Of Lost Souls (Lewis) i Mutant Rock (Fenech), a pozostałe numery cierpliwie czekały aż pewnego dnia wygrzebie je Nick Garrad i uwieczni na winylu za sprawą wytworni Big Beat. Mamy tam po dwie kompozycje obu liderów The Meteors, przy czym trzy z nich zostały nagrane ponownie - Lewis wykorzystał Dog Eat Robot na płycie swojego projektu The Escalators, Fenech znacznie lepszą wersję Blue Sunshine popełnił na Wreckin’ Crew, a Just The Three Of Us na Monkey's Breath - i słusznie, bo Wreckin’ Crew nagrywali przecież w czwórkę ;) W sumie ciekawe dlaczego Lewis zrezygnował z bardzo dobrej kompozycji jaką był Walter Mitty Blues - przynajmniej studyjnie, bo na koncertach z Tall Boys ją grywał. Stronę B uzupełniają dwa numery z paryskiego koncertu nagrywanego przez żabojadzką telewizję, oba autorstwa Lewisa, w tym nigdy nie zrealizowany studyjnie Insight. A zamyka płytę numer Jupiter Stroll z tej finalnej kwietniowej sesji - de facto była to instrumentalna wersja, z kontrabasem, późniejszego Hills Have Eyes. W przeciwieństwie do pozostałych numerów ze strony B zdążyła się pojawić wcześniej na winylu - w 1983 roku na kompilacji 20 Great Guitar Instrumentals. Warto też wspomnieć, że do albumu została dołączona wkładka z obszerną historią wczesnych lat The Meteors spisaną przez Garrada.




Meteors - Mutant Rock 12” EP [I.D., EYET 10]
A1 Wreckin’ Crew (Written By – P.Paul Fenech)
A2 Scream Of The Mutant (Written By – M.White)
B1 Hills Have Eyes (Written By – P.Paul Fenech)
B2 Mutant Rock (Written By – P.Paul Fenech)


Pięć tygodni na Indie Charts, najwyższe miejsce 19. Ciekawa sprawa, bo zazwyczaj wersje siedmio- i dwunastocalowe tej samej płytki wychodzą w zbliżonym okresie czasu, a w tym wypadku dzieli je aż cztery lata. De facto był to więc odgrzany singiel z 1982 roku uzupełniony o numer Wreckin’ Crew, który po raz pierwszy utrwalono na winylu również w ’82, a także pochodzący z tego samego roku Scream Of The Mutant, który z kolei wcześniej pojawił się wyłącznie na bootlegu Curse Of The Mutants – jednym słowem produkcja typowo kolekcjonerska.


Meteors - Archive4 12” EP [Castle, TOF 106]
A1 Wrecking Crew (Written-By – P. Paul Fenach)
A2 Johnny Remember Me (Written-By – G. Godard) (Org. John Leyton, 1961)
B1 I Don't Worry About It (Written-By – P. Paul Fenach)
B2 Wild Thing (Written-By – C. Taylor) (Org. The Wild Ones, 1965)


Wytwórnia Castle Communications założona w UK w 1983 roku specjalizowała się głównie w wypuszczaniu kompilacji i wznowień. Taki właśnie charakter ma epka Archive4, na której znalazły się cztery numery The Meteors wzięte z ich drugiej płyty Wreckin’ Crew. Jednym słowem pozycja tylko dla kolekcjonerów w wersji hard.


Meteors - Live II - Horrible Music For Horrible People By This Horrible Band LP [Dojo, DOJOLP 22]
A1 Torture (Written-By – Sundquist, Humphrey) (Org. The Fendermen, 1960)
A2 Sweet Love On My Mind (Written-By – Wayne P. Walker, Webb Pierce) (Org. Johnny Burnette And The Rock 'n Roll Trio, 1956)
A3 Mutant Rock (Written-By – P. Paul Fenech)
A4 Rhythm Of The Bell (Written-By – P. Paul Fenech)
A5 Big Sandy (Written-By – Roberts) (Org. Bobby Roberts With Highpockets’ Delta Rockers, 1956)
A6 Rock House (Written-By – Jenkins, Orbison) (Org. Roy Orbison And Teen Kings, 1956)
B1 M Myers (Written-By – P. Paul Fenech)
B2 Meat Is Meat (Written-By – P. Paul Fenech)
B3 Lil Red Riding Hood (Written-By – R. Blackwell) (Org. Sam The Sham And The Pharaohs, 1966)
B4 Voodoo Rhythm (Written-By – P. Paul Fenech)
B5 Long Blond Hair (Written-By – Raimes) (Org. Johnny Powers, 1958)
B6 Rock-Bop (Written-By – Earls) (Org. Jack Earls, (1956)1976 – Let’s Bop)


Dziewięć tygodni na niezależnej liście, najwyżej na 5 miejscu. Druga koncertówka The Meteors niewiele ustępuje ilością kalorii wydanej w 1983 roku Live I. Co za power, jeśli się ma przed oczami (i uszami) współczesne popisy sceniczne kapeli, która o ile w studiu wypada ciągle znakomicie, o tyle na żywca ciężko nawet szukać punktu zaczepienia w stosunku do archiwalnych nagrań z lat 80-tych. Live II - Horrible Music For Horrible People By This Horrible Band zostało wydane przez półpirackie Dojo. Materiał zawiera koncert z Brighton z września 1985 roku. Ponad połowę kawałków stanowią covery, w tym kilka prawdziwych rarytasów – nigdy nie utrwalonych przez kapele podczas ich prac studyjnych.

wtorek, 5 maja 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 8



Meteors - Surf City 7” [Anagram, Ana 31]
A Surf City (Written-By – B.Wilson, J.Berry) (Org. Jan And Dean, 1963)
B The Edge (Written-By – P.Paul Fenach)

Meteors - Surf City 12” EP [Anagram, 12 ANA 31]
A   Surf City (hasbeensfromouterspacemix) (Written-By – B.Wilson, C.Berry) (Org. Jan And Dean, 1963)
B1 The Edge (Written-By – P.Paul Fenach)
B2 Johnny's Here (Written-By – P.Paul Fenach)


Siedem tygodni na Indie Charts, najwyższe miejsce 8. Tytułowy numer to cover pierwszego w historii numeru surfowego jaki dotarł na sam szczyt amerykańskiej listy Billboardu Hot 100. W oryginale wykonywał go duet Jan And Dean wspomagany przez grupkę muzyków studyjnych, których przezywano… The Wrecking Crew. The Meteors zrobili z tego naprawdę niezły kawałek softowego, łatwo wpadającego w ucho sajko. B-side to przyzwoity, ale trochę sztampowy The Edge.
Singiel dotarł do 8 miejsca brytyjskiej listy niezależnej, trzymając się tam przez 7 tygodni.
Na „dwunastce” Surf City jest umieszczony w rozbudowanej wersji nazwanej hasbeensfromouterspacemix, a jako dodatkowy kawałek wrzucono Here’s Johnny, dla niepoznaki nazwanego tu Johnny’s Here.


Meteors - Sewertime Blues LP [Anagram, GRAM 27]
A1 Ain't Taking A Chance (Written-By – P. Paul Fenech)
A2 So Sad (Written-By – P. Paul Fenech)
A3 Here's Johnny (Written-By – P. Paul Fenech)
A4 Mind Over Matter (Written-By – P. Paul Fenech)
A5 Acid And Psyam (Written-By – P. Paul Fenech)
A6 Sewertime Blues (Written-By – P. Paul Fenech)
B1 Return Of Ethel Merman (Written-By – P. Paul Fenech)
B2 Deep Dark Jungle (Written-By – Luman) (Org. Bob Luman & Mac Curtis Band, 1955/1975)
B3 Never Get Away (Written-By – P. Paul Fenech)
B4 I Bury The Living (Written-By – P. Paul Fenech)
B5 Vibrate (Written-By – Self) (Org. Mack Self, 1958)
B6 Surf City (Written-By – Wilson, Berry) (Org. Jan And Dean, 1963)


Pięć tygodni na UK Indie Charts, płyta doszła do 9 miejsca – akurat pod tym względem nic się na scenie psychobilly nie zmieniało. Pojawiały się nowe kapele, nowe trendy, ale The Meteors na szczycie trzymali się bardzo mocno i każda ich kolejna produkcja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Po dwóch albumach i kilku singlach wypuszczonych metodą D.I.Y. w mini-wytwórni Mad Pig tym razem grupa podpisała kontrakt z jedną z większych wytwórni niezależnych, Anagramem, związując się nim na kilka ładnych lat. Natomiast w tym samym czasie zakończono współpracę z basistą Nevem Huntem, którego zastąpił Austin Stones vel Arms Malone. W sumie i tak po 1982 The Meteors byli prywatnym folwarkiem Fenecha, a rotacja personelu była naprawdę wysoka.
Jeśli chodzi o same kompozycje to Sewertime Blues trochę wymyka się klasyfikacji udana/nieudana płyta. Z jednej strony brakuje na niej ewidentnych petard jakie Fenech odpalił na wcześniejszych wydawnictwach, z drugiej strony brzmienie wydaje się być bardziej dopracowane, przestrzenne, z dwoma doskonale komponującymi się śladami gitarowymi oraz fajnie wybijającą się basówką. O ile jednak na wcześniejszym Monkey’s Breath najsilniejszymi punktami były kompozycje P. Paula, a covery wyszły tak sobie, o tyle na Sewertime Blues jest dokładnie odwrotnie. Świetne wypadły wersje Surf City i Deep Dark Jungle, a całkiem nieźle Vibrate, choć ja osobiście bardziej skłaniam się ku wariackiej interpretacji kawałka Macka Selfa w wykonaniu Demented Are Go z tego samego roku. Co do numerów “własnych” to co najlepsze wrzucono na sam początek, bo największą energię mają Ain't Taking A Chance i So Sad. Po tej słusznej rozgrzewce jednak wraca maniera lekkiej bluesowej rzeźby niczym ze Stampede, szczególnie w wolniejszych piosenkach. Na plus warto jeszcze wspomnieć szybki Acid And Psyam oraz energetyczny instrumental Return Of Ethel Merman – tytułowa postać to amerykańska aktorka, której “złote czasy” przypadły na lata 30-te. Meteorsi zapytanie w jednym z wywiadów skąd w ogóle taki kawałek odpowiedzieli (zdaje się, że lekko kpiąco), że dotąd nikt jej nie poświęcił piosenki, więc oni to zrobili. Jak zwykle nie patyczkował się też  Fenech w tekstach – tym razem w Mind Over Matter dostało się fanom żelaznej klasyki – “Go on sing like Elvis, slap your bass, my real psychobilly's gonna smash you in the face”! :)

środa, 22 kwietnia 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 7



Guana BatzSeethrough 12’’ EP [I.D., EYET 6]
A   Seethrough (Written-By – S. Osborne / Batz)                   
B1 Batman (Written-By – Hefti) (Org. Neal Hefti, 1966)        
B2 B Side Blues


Kolejna hitowa produkcja grupy - dziewięć tygodni na listach niezależnych, najwyższe miejsce 4. Z pewnym uproszczeniem można powiedzieć, że był to łącznik pomiędzy starym, surowym brzmieniem z Held Down, a bardziej wygładzonymi dźwiękami jakie miały się narodzić przy nagrywaniu Loan Sharks. Numer tytułowy to jeden z najlepszych w dorobku kapeli, która udanych kompozycji dorobiła się przecież bez liku. Klasyka sajko lat 80-tych pełną gębą z kapitalnie nagranym kontrabasem i dwoma idealnie uzupełniającymi się gitarami. Na stronie B znalazła się koncertowa, bardzo żywa wersja tematu muzycznego z Batmana oraz trochę jako zapychacz numer B Side Blues, który był dokładnie tym co zapowiadał jego tytuł – bluesem ze strony B. 


Guana Batz - I’m On Fire 7’’  [I.D., EYE 9]
A I'm On Fire (Written-By – Springsteen) (Org. Bruce Springsteen, 1984)
B Tiny Minds (Written-By – S. Osbourne)
Guana Batz - I’m On Fire 12’’ EP  [I.D., EYE T 9]
A I'm On Fire (Written-By – Springsteen) (Org. Bruce Springsteen, 1984)
B1 Tiny Minds (Written-By – S. Osbourne)
B2 Your Baby Blue Eyes (Written-By – A. Mortimer, D. Burnette, J. Burnette, P. Burlison) (Org. The Johnny Burnette Trio, 1956)


Dziesięć tygodni na listach niezależnych, najwyższe miejsce 5. Była to letnia zapowiedź płyty długogrającej jaka miała trafić do rąk sajkowej braci pod koniec 1986 roku. Wybór na tytułowy numer świeżutkiego jeszcze hitu Bruca Springsteena odzwierciedlał w jakim kierunku ewoluowała londyńska kapela. Co prawda sam Springsteen zanim stał się gwiazdą światowego formatu udzielał się w licznych projektach rock’n’rollowych, mając w C.V. między innymi współpracę z Chuckiem Berry, a w oryginalnej wersji I’m On Fire też pobrzmiewają delikatnie rockabillowe wpływy. Nie sposób jednak nie zauważyć, że chropowate, agresywne brzmienie wczesnych Batzów przeszło w bardziej wygładzoną i dopracowaną muzykę, bliższą mainstreamowi, choć wciąż mocno było osadzone w klasyce rockabilly. Z kolei numer ze strony B Tiny Minds był zdecydowanie bliższy charakterem tej pełnej werwy wersji psychobilly jaką wytłoczono na winylu Held Down. Co ciekawe kapela umieściła ten sam numer w tak totalnie innej, swingującej i spokojnej wersji na nowym albumie, że aż trudno uwierzyć, że chodzi o tą sama kompozycję. W wersji 12-calowej jest jeszcze cover The Johnny Burnette Trio, który dla odmiany jest gdzieś tak w połowie drogi między starym, a nowym Guana Batz.


Guana Batz - Loan Shark 7’’ [I.D., EYE 12]
A Loan Shark (Written-By – S. Osborne)                              
B Radio Sweetheart (Written-By – E. Costello) (Org. Elvis Costello, 1977)

Singiel promujący płytę długogrającą. Oba numery są w identycznych wersjach jak na LP.


Guana Batz - Loan Sharks LP [I.D., NOSE 10]
A1 Pile Driver Blues (Written-By – S. Osborne)
A2 My Way (Written-By – Cochran, Capehart) (Org. Eddie Cochran, 1959)
A3 Slippin' In (Written-By – C. Wright, R. Belyeu) (Org. Eddie Bond, 1956)
A4 Tiny Minds (Written-By – S. Osborne)
A5 Radio Sweetheart (Written-By – E. Costello) (Org. Elvis Costello, 1977)
A6 Life's A Beach (Written-By – S. Osborne)
B1 Loan Shark (Written-By – S. Osborne)
B2 Shake Your Moneymaker (Written-By – E. James) (Org. Elmore James, 1961)
B3 I'm Weird (Written-By – S. Osborne)
B4 Hippy Hippy Shake (Written-By – Ch. Romero) (Org. Chan Romero, 1959)
B5 Live For The Day (Written-By – S. Osborne)
B6 No Particular Place To Go (Written-By – Ch. Berry) (Org. Chuck Berry, 1964)
B7 I'm On Fire (Written-By – Springsteen) (Org. Bruce Springsteen, 1984)


Nie udało się powtórzyć komercyjnego sukcesu debiutanckiego longa, choć sprzedaż i tak była całkiem dobra – dziewięć tygodni na Indie Charts, najwyższe miejsce 3. Jest w tym jakiś paradoks, bo akurat Held Down było płytą zdecydowanie nastawioną na kręgi psychobilly i neo-rockabilly, a na Loan Sharks grupa wydawała się otwierać na szerszą publiczność. Brzmienie było bardziej dopracowane, ale zdecydowanie łagodniejsze, trochę swingujące, czy jazzujące, a momentami wręcz popowe, co nie znaczy, że sajko w ogóle zniknęło z jadłospisu. Kilka numerów miało ten sam drapieżny pazur z jakiego grupa dała się poznać na wcześniejszych winylach – otwierający album Pile Driver Blues to 100% zawartości sajko w produkcie, a to samo można z czystym sumieniem napisać o nieco wolniejszych Loan Shark czy I'm Weird. Natomiast plumkający Live For The Day czy nie do końca udany instrumental Life's A Beach to już trochę inna bajka. Prawda jest jednak taka, że ten krążek coverem stoi, a poza ultra energetyczną wersją Slippin' In większość tych przeróbek skłania się raczej ku rockabilly, a nawet swingowi niż sajko. Batzi skowerowali nawet własny numer Tiny Minds – z przebojowego sajko (z singla I’m On Fire) na nastrojowy kawiarniany numer jakże różny od pierwowzoru. Nie znaczy, że jest to złe granie, bo realizacja i dźwięk Loan Sharks są fantastyczne, niemniej debiutancki long jest zdecydowanie milszy moim uszom.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Dyskografia psychobilly 1986 - cz. 6


FrenzyNobody’s Business 12’’ EP [Cat-Machine, CATMINI 001]
A1 Nobody's Business (But Mine) (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)
A2 Mexican Radio (Written-By – Wall Of Voodoo) (Org. Wall of Voodoo, 1982)
B1 Misdemeanour (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)
B2 In My Prison (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)


Wkrótce po ukończeniu prac nad debiutanckim albumem, bo już w marcu 1985 roku, Frenzy zarejestrowało w studio w Bristolu kilka numerów, z których cztery zostały wydane na początku następnego roku pod postacią dwunastocalowej epki przez dobrze im znaną holenderską mini-wytwórnię Cat-Machine. O ile kapela ta miała zadziwiająca zdolność do nagrywania w tym samym okresie numerów znakomitych obok całkiem przeciętnych, czy zupełnie marnych, to o tej sesji nie da się powiedzieć złego słowa. W zasadzie jednym słabym punktem jest numer In My Prison i to głównie ze względu na to, że wokal nie jest robotą Whitehouse’a, a bodajże Peplera, którego talenta pod tym akurat względem były akurat wyjątkowo skromne. Natomiast cała reszta trzyma poziom – tytułowy Nobody's Business to energetyczny kawałek z mocnym punkowym bitem, choć z lekko udziwnionymi wstawkami w środku, a równie fajnie wypada spokojniejszy, ale też bardzo energetyczny Misdemeanour z kapitalną linią melodyczną robioną przez kontrabas. Prawdziwym hitem jest jednak dopiero przeróbka nowofalowej amerykańskiej kapeli Wall Of Voodoo pod tytułem Mexican Radio. Oryginał jest na tyle udaną kompozycją, że wszystko co angielscy sajkowcy musieli zrobić to nic nie spieprzyć przy nagrywaniu własnej interpretacji i wywiązali się z tego zadania ze sporą nawiązką. 




Frenzy - I See Red 7’’ EP [I.D., EYE 7]
A I See Red (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)     
B Whose Life (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)
Frenzy - I See Red 12’’ EP [I.D., EYET 7]
A   I See Red (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)   
B1 Whose Life (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)
B2 Don't Give Up (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)


Cztery tygodnie na Indie Charts, najwyższe miejsce 11. Na tytułowy numer singla (oraz dwunastocalowej epki) wspierającego wydanie długogrającej płyty wytwórnia I.D. wybrała kawałek, który okazał się chyba największym hitem w wieloletniej historii Frenzy. W tym okresie zespół wszystkie numery opracowywał kolektywnie,  w tym sensie, że ktoś przynosił zajawkę na piosenkę, a później cała trójka go dopracowywała. Pomysł na melodię i tekst do I See Red były autorstwa Keva Saundersa, którego zainspirował album Dona Mccullina ze zdjęciami ilustrującymi koszmar wojny w Wietnamie. Motywem przewodnim liryki są spustoszenia w psychice byłego żołnierza, który po powrocie do domu nie jest w stanie uwolnić się od prześladujących go obrazów i odgłosów wojny. Było to dość nieszablonowe podejście jak na nurt psychobilly, który zazwyczaj trzymał się od podobnej tematyki na dystans. Sam numer jest słusznie uznawany za jeden z najważniejszych jeśli chodzi o wczesne lata sajko. Na stronie B singla znalazł się wolniejszy, mocno nowofalowy w wyrazie, numer Whose Life, a bonusem na 12-tce jest z kolei ultra szybki, sajkowy Don't Give Up


Frenzy - Clockwork Toy LP [I.D., NOSE 8]
A1 Clockwork Toy (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)     
A2 I See Red (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)   
A3 Misdemeanour (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)       
A4 Nightmares (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders) 
A5 Love Is The Drug (Written-By – Ferry, Mackay) (Org. Roxy Music, 1975)
B1 Mexican Radio (Written-By – Wall Of Voodoo) (Org. Wall of Voodoo, 1982)
B2 Howard Hughes (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)     
B3 In My Prison (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)          
B4 Aftermath (Robot Riot II) (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)  
B5 Nobody's Business (Written-By – Whitehouse, Pepler, Saunders)


Z jednej strony kolejny klasyk muzyki psychobilly, a z drugiej płyta, która doczekała się bardzo zróżnicowanych recenzji – od pełnych entuzjazmu, po bardziej krytyczne. Co by nie mówić o Frenzy to zdecydowanie wyróżniali się oni wśród innych kapel sajko pomysłami jakimi traktowali gatunek, po którym się poruszali. Kwestią gustu natomiast jest na ile te pomysły, polegające głównie na wycieczkach w krainę bardziej popowych dźwięków, były udane. Sama sprzedaż była longplaya była całkiem niezła - siedem tygodni na brytyjskiej liście niezależnej, gdzie dotarła najwyżej do 6 miejsca – firma I.D. musiała zacierać ręce, że rok wcześniej podpisała z grupą kontrakt na dwa albumy. Ponoć impulsem do współpracy był koncert Frenzy dla 800 osób w Klub Foot, którego właściciele zarządzali też wytwórnią I.D. Od holenderskiego Cat-Machine zostały zakupione prawa do wydanej dopiero co epki Nobody’s Business, a kapela dorzuciła od siebie jeszcze jeden numer z tej samej sesji nagraniowej – Aftermath. Pozostałe pięć numerów zespół nagrał w studio w Luton, poświęcając im znacznie więcej czasu na dopracowanie dźwięku. Tylko, że paradoksalnie najlepiej im wyszedł akurat numer, który akurat cechował się największą prostotą wyrazu, czyli I See Red. Został on zresztą jak najbardziej słusznie wybrany przez I.D. na otwarcie singla promującego album długogrający. Mimo wyraźnie popowych wpływów zupełnie nieźle wyszły też Clockwork Toy oraz poświęcony jednemu z pionierów amerykańskiego lotnictwa Howard Hughes, gdzie jest nawet wmiksowana elektroniczna perkusja. Kompletnym nieporozumieniem natomiast zakończyła się próba skowerowania numeru Roxy Music Love Is The Drug – brzmienie i wykonanie Frenzy jest po prostu straszne, chyba, że ktoś akurat lubi taki pseudo-dyskotekowy new romantic. Podczas ostatniej sesji nagraniowej zespół po raz drugi w historii przeszedł gwałtowne zawirowanie składu – tym razem konflikt wybuchł pomiędzy liderem kapeli Stevem Whitehousem a perkusistą Mervem Peplerem. Ten ostatni właśnie kończył dwuletni staż inżynierski i nie chciał wszystkiego rzucać by jechać na półroczną trasę po Brytanii i Europie. Z kolei Steve myślał o przekształceniu Frenzy w profesjonalną kapelę i po kłótni niewiele się namyślając wywalił dawnego kumpla ze składu, a jeszcze tego samego dnia po rozmowie telefonicznej przyjął na jego miejsce Adama Sevioura. Okazało się, że jak chodzi o pieniądze nie ma miejsca na sentymenty - na fotografii zdobiącej Clockwork Toy zespół jest już w nowym składzie – mimo, że Seviour w ogóle nie brał udziału przy nagrywaniu albumu, a numer od którego LP wziął swój tytuł był przede wszystkim pomysłu wyrzuconego dopiero co Peplera.

a tu trochę inny (a trochę podobny) punkt widzenia. Stara recka Zombiaka. Niestety mam urwane ostatnie zdanie, co czyni ją nieco tajemniczą ;)



Drugi album Frenzy w moim odczuciu niestety nie osiąga wysokiego poziomu debiutu, zajebiste kawałki mieszają się z kiepskimi, no i kwestią dyskusyjną jest instrumentarium...
Ale od początku - pierwszy, tytułowy kawałek niby nie powala, jest bardzo, jakby to nazwać , popowy. Osobiście nie tego się spodziewałem po tym zespole, no ale co tam, da radę słuchać. Znaczy dało by radę, gdyby nie klawisze. No właśnie, te oto klawisze to nie jakiś hammond, pianino, tylko jakieś syntezatorowe synthy rodem z lat 80. Coś tu nie tak. Drugi kawałek, "I see red" zaciera złe wrażenie i płyty da się słuchać. Jest pazur, jest przebojowo, do czasu kiedy z głośników poleci cover... Roxy Music! Kurna, cenie zespoły które porywają się na utwory z zupełnie innej beczki, ale za to co tu popełniono ktoś powinien pokutować. Totalnie bez jajec i wszystko jest okraszone tymi samymi chujowymi klawiszami i sztuczną perkusją. Potem wcale nie lepszy cover "Mexican Radio", zagrany zupełnie bez jaj. Później jest dokładnie tak samo - lepsze i zajebiste kawałki mieszają się ze zwyczajnie nudnymi i to jest główny problem tego albumu.
Nie mieści mi się w głowie jak można było nagrać album na którym obok wspomnianych coverów znajdują się tak zajebiste i mocne kawałki jak znany z "Psycho attack over Europe" "Nobody's Business", czy "Nightmares". Drugą kwestią są klawisze. Nie zawsze występują, ale tam gdzie są sprawdzają się połowicznie. W tytułowym kawałku są dla mnie porażką kaleczącą uszy, ale np. w "House on Fire" czy "The Hunt" dają świetny efekt. Co innego, że ta druga piosenka brzmi bardziej jak powerpop z kontrabasem (jakkolwiek by to nie brzmiało).
Reasumując - płyta zajebiście nierówna, z psychobilly to tak pół na pół ma wspólnego, bo owszem, jest kontrabas, w paru kawałkach jest jazda, ale druga część jest wręcz popowa. Słychać że zespół zaczął szukać, z tym, że efekt jest jak dla mnie średnio udany. Pytanie brzmi - czy warto? Powiem tak, zawsze można przeskakiwać chujowe kawałki, ale
Zombiak